up
track
drag
down

#01. Najlepsze, co mogło go spotkać.

czwartek, 27.sierpnia.2009, 09:00
- Kobieto grzeszna, nadal tu jesteś? - przystojny blondyn wymruczał w półśnie, natrafiając ręką na kobietę leżącą obok niego.
- Tak, kochanie. - Odpowiedziała radośnie, uśmiechając się do mężczyzny.
- No to idź sobie. Wybacz, nie odprowadzę cię, ale śpie. Drzwi są tam. - Ręką pokazał na chybił trafił za swoje plecy. Kobieta oburzyła się w pierwszym odruchu, żeby potem roześmiać się na głos.
- Och, jesteś taki śmieszny, kiedy się obudzisz. Chodź do mnie, może będę mogła ci humor poprawić... - zamruczała seksownie, odgarniając z twarzy mężczyzny zaginione pasemko. Ten otworzył ze złością oczy i, rzucając jej pogardliwe spojrzenie, wstał z łóżka.
- Idę pod prysznic. Jak wróce, ma cie tu nie być, jasne? - całkowicie nago przeszedł przez hotelowy pokój i, porywając ciuchy i ręcznik, wszedł do łazienki, zostawiając zaskoczoną kobietę siedzącą dalej na łóżku.

- Panie, panienka Kiara pytała się o pana - przed blondynem zmaterializował się skrzat w chwili, w której przekroczył próg domu.
- Dziękuję, Gniotku, możesz odejść.
- Dziękuję panie, sir. - Skrzat ukłonił się nisko, poczym zniknął. Blondyn ruszył prędko w stronę pokoju córki. Biegł, przeskakując po dwa stopnie naraz, zastanawiając się, co się stało. Kiara nie miała w zwyczaju pytać się o niego rankami.
- Księżniczko? - wpadł do pokoju córki, rozglądając się, wystraszony. Ujżał swoją córeczkę, leżącą w łóżku. Podszedł do niej cicho i otarł łzy z policzka dziewczynki. - Kochanie, co się stało? - Ponowił pytanie.
- Bo mi się śniło... - zdanie przerwał szloch Kiary - że mam mamusie.
Malfoy patrzył wielkimi oczami na płaczące dziecko. Zmarszczył brwi i westchnął głęboko. Przytulił dziewczynkę mocno do siebie.
- Nie płacz, Księżniczko. Ty masz mamusie. Tylko ona nie ma ciebie. - Powiedział, głaszcząc dziecko po blond włoskach.
- Ale dlaczemu... - kolejna fala dziewczęcego szlochu przerwała chwilę ciszy.
- Widzisz... Mamusia bardzo chciała cię mieć. A kiedy już cię miała, to poszła do nieba.

- Co tu robisz? - Przystojny blondyn spytał się ładnej kobiety, stojącej w progu jego domu. Otaksował jej sylwetkę spojrzeniem. Pamiętał ją. Niedawno spędził z nią noc. Ot, kolejna, przypadkowa dziewczyna...
- Przyniosłam ci twoje dziecko, Draco. - Odpowiedziała, wysuwając zza ściany wózek z maleństwem. Dziewczynka spała, a jej twarzyczka była tak podobna do twarzy ojca, że mężczyźnie zaparło dech w piersiach. - Musisz ją wziąść. Mi nie zostało dużo życia. Proszę.


- Tatusiu, ale kochałeś mamusię? - Spytała dziewczynka, uspokajając się nieznacznie. Draco przymknął oczy, nie wiedząc co powiedzieć.
- Tak, kochałem. - Skłamał, nienawidząc samego siebie. Przez jedną noc... dokończył w myślach.


- Gniotku! - zawołał Draco, wychodząc z pokoju córki. - Przynieś jej śniadanie, proszę. To, co zwykle.
- Tak jest, sir. - Skrzat ukłonił się nisko i zniknął.
Malfoy udał się wolno w stronę swojej sypialni. Jak to jego życie się potoczyło?
Wygrana wojna z Voldemortem, pokonanie własnego ojca, skończona szkoła. Dobra praca, pełno dziewczyn i... dziecko. Plama w życiorysie. Miał niecałe dziewiętnaście lat, gdy został ojcem. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie Kiara. Gdyby znalazł sobie tą Jedyną, i założył z nią idealną rodzinę. A tutaj, proszę - przyszła taka jedna, zostawiając go z dzieckiem. Z jego dzieckiem.

Uśmiechnął się do siebie, nagle mając całkowitą pewność, że było to najlepsze, co mogło go spotkać.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Prolog.

sobota, 22.sierpnia.2009, 16:04
Życie uwielbia płatać figle. Niektórym większe, niektórym mniejsze - mimo wszystko każdemu zrobi na złość. Od człowieka tylko zależy, czy potrafi on taką niespodziankę dobrze wykorzystać...




- Tatusiu, a czemu ten piesek kuleje? - dziewczynka o błękitnych jak bezchmurne niebo oczach i niemal białych włosach pociągnęła ojca za rękę, zadając pytanie.
- Bo ma chorą nóżkę. - Mężczyzna odpowiedział, ciągnąc dziewczynkę dalej.
- Tatusiu, a czemu ten piesek ma chorą nóżkę? - zadała kolejne pytanie dziewczynka, patrząc na ojca wielkimi oczami, w których błyskała ciekawość. Ojciec uśmiechnął się spokojnie i kucnął przed swoją pociechą.
- Bo coś mu się stało. Mógł wpaść pod samochód, albo ktoś mu mógł zrobić krzywdę. - Wytłumaczył jej, poprawiając kurteczkę spadającą z jej drobnych ramion.
- Tatusiu, a co to jest krzywda? - blondyneczka zadawała kolejne pytania, stojąc bezradnie na środku chodnika.
- Krzywda ci się dzieje, gdy ktoś robi ci ała. Albo gdy sama sobie zrobisz. Na przykład... - zastanowił się chwilę ojciec, by kontynuować - gdy ktoś cię zbije, to robi ci krzywdę. Albo jak się wywrócisz, to sama sobie tę krzywdę robisz.
- Nie. - zaprotestowała dziewczynka, tupiąc nogą. - Ja wtedy sobie robię ała.
- No widzisz? - Zapytał z uśmiechem tata - Ała to inaczej krzywda. - Chwycił córeczkę za rączkę i ruszył dalej.
- Tatusiu, to czemu ktoś chciałby robić temu pieskowi ała? - kolejne pytanie wyrwało się z ust dziecka po dziesięciu minutach.
- Nie wiem. Może piesek był groźny. A może to był bardzo zły człowiek i nie potrzebował powodu. - Mężczyzna uśmiechnął się smutno. - Takich ludzi na świecie nie brakuje.
- Tatusiu, to skąd się biorą źli ludzie? - dziecko przystanęło.
- Z tego samego miejsca, skąd przybywają dobrzy ludzie. Tylko oni potem błądzą, i dlatego są tacy źli. - Mężczyzna wziął dziewczynkę na ręce i ruszył dalej. Chodnik, po którym szedł był pusty, tylko od czasu do czasu mijali jakiegoś przypadkowego przechodnia.
- Tatusiu...?
- Tak, Kiaro? - mężczyzna odetchnął głęboko. Grunt, to być cierpliwym.
- A kochasz mnie? - To bezpośrednie pytanie, wypowiedziane przez dziewczynkę z taką powagą, jakby od tego miało zależeć jej życie, rozśmieszyło ojca. Roześmiał się dźwięcznie, po czym, całując dziecko w nosek, odpowiedział.
- Najbardziej na świecie, Słoneczko.


- Tato?
- Tak, Księżniczko?
- A czemu ta pani się na ciebie tak dziwnie patrzy? - zapytała dziewczynka, pokazując palcem na kobietę siedzącą przy sąsiednim stoliku.
- Kochanie, nie pokazuj palcem, to nie ładnie. - Mężczyzna zignorował pytanie, nie zaszczycając kobiety nawet spojrzeniem. Przeglądał kartę z daniami zastanawiając się, co dziś zjeść na obiad.
- Dobrze, tatusiu. Ale czemu ona się tak patrzy? - powtórzyła pytanie Kiara - Jakby chciała cię zjeść, tatusiu. Ona na ciebie patrzy jak ty na pizzę, jak jesteś głodny.
Mężczyzna zachichotał na to porównanie, i spojrzał na kobietę. Rzeczywiście, Kiara miała rację - patrzyła na niego. Znacząco.
- No, tato, dlaczego? - dopytywała się dziewczynka.
- Nie wiem, kochanie. Może mnie lubi? - odpowiedział poważnym tonem. Kątem oka spojrzał jeszcze raz na siedzącą naprzeciw kobietę - nadal patrzyła na niego, uśmiechając się zalotnie. Ach, kobiety...
Do stolika podeszła kelnerka. Mężczyzna spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Witaj, Rose. Poproszę... och, to, co zwykle. - zamówił, zniechęcony. Nie miał żadnego pomysłu, na co ma ochotę.
- Oczywiście. A dla ciebie, kochanie? - Kelnerka zwróciła się do dziewczynki, celowo nachylając się tak, by jej wyeksponowany dekolt został zauważony przez klienta.
- Frytki! - zawołała radośnie, kręcąc się na krześle. - I herbatkę.
- Za chwilkę podaję. - Oddaliła się w stronę kuchni, kręcąc biodrami.
Mężczyzna zaśmiał się. Z Rose znali się już sześć lat, a ona nadal próbuje go uwieść. Nie przeszkadzało jej nawet to, że ma córkę. Szkoda tylko, że on nie był ani trochę zainteresowany jej osobą... Spojrzał na stolik naprzeciwko. Kobieta siedząca przy nim złapała jego wzrok, po czym oblizała zmysłowo usta. Mężczyzna uśmiechnął się ironicznie. Coś mu mówiło, że wieczór ten będzie całkiem udany.

No cóż. Nazwisko Malfoy przecież zobowiązuje, prawda?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:



Archiwum

2009
sierpien (2)

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (2)
wszystkie (2)

Szablony.
the-little-things



Przyjaciele







Oprawka wykonana przez pannę M., przy użyciu brushy z Obsidian Dawn i obrazka wyszukanego na jakiejś stronie ze skanami mang.
Więcej szablonów znajdziesz na The Little Things.